|

Poley i dziewica
Co to za ciało
leży tam bez ruchu, na stole do masażu? A, to Poley. Poley
Vino, dokładnie mówiąc. Poniesiony na fali własnych
fantazji, przez chwilę zapomniał, gdzie jest, ale teraz był
już gotów do zejścia z nieba na ziemię. Stół do masażu,
ciemny pokój, mała Chinka ściera ręcznikiem jego spermę ze
swojej ręki i lewej piersi.
Fajnie było, ale jednak nie był tak do końca zadowolony.
Denerwowała go lekko wyniosłość tej małej i to, że nie
pozwoliła mu na bardziej zaawansowane pieszczoty. I jeszcze
w dodatku się rozmyśliła i najpierw dała mu lekko dotknąć
cipeczkę, a potem jednak nie. Na stosunek nie liczył, w
takich miejscach nie można na to liczyć i nawet nie chciał
zespolenia, nie po to tutaj przyszedł; ale lubił jednak
trochę więcej uległości i trochę więcej szacunku dla
klienta.
Wstał, pokazała mu drogę do prysznica, korytarzem do końca i
w prawo. Prysznic nawet dość czysty... Umył brzuch i co tam
jeszcze było lepkie od jego nasienia. Wytarł się pachnącym
świeżością ręcznikiem, wrócił do pokoju. Ubierał się nie
patrząc na nią. Znowu zadała jakieś głupie pytanie... A
właściwie dziwne pytanie, o nazwę dzielnicy, w której się
znajdowali. Domyślił się, że była nietutejsza i pewnie
niedawno przybyła. Podał nazwę zupełnie innej dzielnicy w
odległym mieście. I jeszcze powiedział, niby żartobliwie,
cicho, twarz przy twarzy: \"Nie zadawaj zbyt wielu pytań!\"
i głupio się zaśmiał. Definitywnie było w niej coś, a może w
nim, co powodowało u niego ledwo wyczuwalne uczucie złości
pomieszanej z lekkimi wyrzutami sumienia. Te wyrzuty to
chyba z powodu jego wcześniejszych fantazji na temat Maryi,
której obraz wisiał na ścianie. Gdy dziewczyna doprowadzała
go do wytrysku masując jego członek ręką, on sobie ucinał
pogawędki z Matką Bożą - niby nic, od dawna przecież nie był
religijny, ale widocznie jest cos takiego zakodowane w
mózgu, że jak kiedyś wierzyłeś, to potem masz wyrzuty gdy
zbluźnisz.
Nagle tknęła go pewna myśl. Zdjął rękę dziewczyny z klamki,
popchnął ją lekko z powrotem wgłąb pokoju i cicho zapytał, o
co chodzi z tymi pytaniami o dworzec, o dzielnice... Czy
mógłby w czymś pomoc? Czy ona przebywa tutaj wbrew własnej
woli?
Nie zamierzał jej naprawdę pomagać, cokolwiek by mu
powiedziała. Ale chciał zbadać grunt i pomyśleć, co dalej.
Rodził się w jego głowie pewien niejasny jeszcze plan. Plan
nakablowania na nią pracodawcy, narobienia jej kłopotu, może
odcięcia jakichś kuponów dla siebie, spowodowania, żeby była
bardziej uległa, żeby zrobiła rzeczy, na które się nie
godziła, żeby ją mógł upokorzyć, zmusić do tego czy owego...
Tak naprawdę nie chciałby jej upokorzyć, nie było by to w
jego stylu, ale lubił popuszczać wodze fantazji.
Nic nie powiedziała. Wyglądała na przestraszoną jego
pytaniami, może jego wyrazem twarzy. Złapał ją za włosy,
delikatnie pociągnął jej głowę do tyłu i wyszeptał jej do
ucha \"ja tu jeszcze wrócę, zobaczysz! Idę to szefa\". Teraz
była już nie na żarty przestraszona. Objęła go ramionami,
pogłaskała drżącą ręką po głowie, zbliżyła usta do jego ucha
i szeptała, żeby nie szedł, że jak znowu przyjdzie to będzie
fajnie, że da mu szczytem członka pocierać jej sutki tak jak
tego chciał... że mógłby nawet trochę dotknąć jej cipkę...
Koniuszkiem języka liznęła jego ucho. \"OK, to powiedz mi
teraz: będziesz mi ssała? aż do wytrysku?\" Spuściła wzrok,
ciężko oddychała, nie dala odpowiedzi. \"Będziesz?!?\"
szepnął głośno, świszcząco w samo ucho, lekko potrząsając ją
za ramiona. Nadal ze wzrokiem spuszczonym w dół, pokręciła
przecząco głową.
Dobra. Co teraz? Wstąpiło w niego coś złego. Szantażem nie
da rady wytargować tyle, ile by chciał. Odepchnął ją,
wyszedł z pokoju, skręcił w prawo i jeszcze raz w prawo, do
kuchni. Facet, pewnie ten, z którym rozmawiał wcześniej
przez telefon, siedział przy stole i czytał jakąś
chińskojęzyczną gazetę. Podniósł wzrok i gwałtownie wstał,
widocznie zaniepokojony niespodziewaną wizytą klienta.
Wstała również kobieta, też mniej więcej
pięćdziesięcioletnia i też z Chin, szczupła, w okularach.
\"Wszystko w porządku?\" spytała z charakterystycznym
akcentem. \"Właściwie tak, ale chciałem chwilę pogadać,
jeżeli można\" - uśmiechnął się, chcąc przełamać lody.
Mężczyzna podszedł do niego i zapraszającym gestem pokazał
drzwi na korytarz - \"Chodźmy do pokoju, tam porozmawiamy,
o-ka?\" \"O-ka\" - odpowiedział i poszli korytarzem, gdy
nagle oddalone drzwi się uchyliły i wyjrzała znana mu już
masażystka. Cos szybko powiedziała po chińsku, może spytała
\"co się stało?\" Facet krótko i energicznie coś
odpowiedział, ona na chwilę zniknęła z powrotem w pokoju,
ale po sekundzie jeszcze raz otworzyła pomieszczenie i
rzuciła się w kierunku drzwi wejściowych. Chińczyk za nią.
Złapał ją, gdy już otworzyła drzwi, wciągnął do środka, ale
się wyrywała i zaczęła krzyczeć. Szarpanina tych dwojga
trwała już z dziesięć sekund, Poley postanowił pomóc.
Podszedł do szamoczącej się pary, zatrzasnął drzwi i
wpakował się pomiędzy tych dwoje. \"Spokój, spokój! Ty jej
nie szarp, a ty kochanie przestań hałasować!\" Zamilkła i
przestała się szarpać. Boss wepchnął ją do najbliższego z
trzech chyba pokoi, rzucając jeszcze coś, co wyglądało na
jakąś groźbę. \"Szat-ap!\" - \"zamknij się\" dorzucił
jeszcze po angielsku, pewnie przez uprzejmość dla klienta.
Zamknął pokój, wyjął z kieszeni klucz i zaryglował zamek.
Zdyszany poprawił ubranie i poszli porozmawiać.
Usiedli na zdezelowanych krzesłach, przy małym, niskim
stole. \"Jestem Brajen\" - przedstawił się Chińczyk,
wyciągając rękę - \"ale możesz mnie nazywać Bi Dżej\". \"Ben
jestem, miło mi\" - przedstawił się zmyślonym imieniem jego
gość. \"Ta dziewczyna jest fajna, ładna\". \"Tak..\" \"Ale
zadaje różne dziwne pytania!\" \"Ben, to ciekawe co mówisz,
powiesz mi jakie pytania na przykład? Ona mało powiada po
angielsku, jakie pytania ona może zadawać?\" \"A na
przykład, jak się nazywa ta dzielnica, w której
jesteśmy...\" Chińczyk przygryzł usta, zmarszczył brwi: \"Co
inne?\" \"Czy jest jakiś dworzec, jak daleko stąd do
dworca... Podałem jej jakąś zmyśloną nazwę dzielnicy.
Widzisz Bi Dżej, ja jestem w porządku, ale jak ona zacznie
różnym klientom zadawać takie pytania... Pomyślałem, że
lepiej będzie, jeżeli ci powiem.\" \"Dziękuję, Dziękuję.
Dziękuję!\" Dłuższa chwila milczenia. \"Ona z prowincji, ze
wsi. Uczyła się po angielsku mało w szkole. Tu chce
pracować, żeby poprawić po angielsku. Dziwne pytania, bo
mało zna po angielsku. Pytania z książek, z rozmówek po
angielsku. Jak dojść do dworca i inne. Pytania jakie uczą w
Chinach po angielsku. Ale ja z nią pogadam, żeby nie uczyła
takich głupich pytań z kursu po angielsku na klientach.\"
Jego rozmówca milczał, ciekaw dalszego ciągu. \"Chcesz jeden
masaż za darmo, drogi Ben?\" No, nareszcie jakaś oferta.
\"Słuchaj Bi Dżej, wierzę ci, że ona jest z prowincji, ale
pewnie tu przyjechała na czyimś paszporcie albo została
nielegalnie, nie obchodzi mnie to. Tylko myślałem, że może
dostanę jakieś specjalne masaże, wiesz, że może pomogę ci ją
ukarać za te głupie pytania. Wiem, że z wami Chińczykami to
trzeba prosto i konkretnie, toteż mówię: będę płacił jak za
normalne masaże, ale bym chciał, żeby dała mi specjalny,
super serwis, jakiego normalnie nie chce dawać. Da się to
zrobić?\" Chińczyk był już z powrotem sobą, opanowany,
spokojny, ale nie obcy, nie wyniosły, nie za jakąś szklaną
ścianą. Obaj czuli, że nawiązała się miedzy nami nic
sympatycznego porozumienia. \"Słuchaj Ben, jak nie wierzysz
to zaraz zobaczysz, ona dziewica. Wiele dziewcząt z
prowincji przyjeżdżają tu robić masaż, ale wiesz, że one nie
pierdolą. Ona też nie. Ona robi masaż, ale nie może
pierdolić, bo musi wrócić na wieś i być dziewicą, rozumiesz
Ben? My Chińczycy nazywamy to, że ktoś straci twarz, my
możemy zrobić że ona straci twarz, my możemy zobaczyć jej
pipkę i ona straci twarz, bardzo będzie płakać. Ale nie
możemy zrobić żeby nie była dziewicą. Nie pierdolić.\"
Wyszedł, dało się słyszeć skrzypienie drzwi i rozmowa,
wrócił z dziewczyną. Mimo protestów, energicznym ruchem
ściągnął jej majteczki i zadarł sukienkę do góry. Wyglądała
na bardzo zawstydzoną i zdenerwowaną. Mimo obiekcji Poly'ego,
popchnął ją na podłogę, powiedział po chińsku parę słów.
Leżała na wznak, czarne futerko wyróżniało się na tle jasnej
skóry złączonych nóg. Szef uklęknął za jej głową, pochylił
się w stronę jej brzucha, złapał jej nogi pod kolanami i
podciągnął je najpierw do góry, a potem na boki i ku sobie,
żeby wyeksponować jej krocze. Zaczęła gwałtownie szlochać i
naciągnęła sobie sukienkę na głowę. Piersi w różowym staniku
podrygiwały w rytm szlochu. Chińczyk włożył sobie jej uda
pod pachy, uwalniając swe dłonie, tak, by miały dostęp do
jej otworu. Przywołał gościa, ale ten, zażenowany, nie
chciał podejść. \"Słuchaj Bi Dżej, nie zależy mi, żeby
straciła twarz ani nic w tym stylu... Daj spokój...\" \"Ale
musimy wiedzieć, że jest dziewicą, żebyś potem nie mówił mi,
że nie była!\" \"No to może...\" \"No, chodź tu Ben i
zobacz!\" Nadal trzymając jej uda pod pachami i przyciskając
ją mocno do podłogi, rozszerzył wargi sromowe dziewczyny i
obaj pochylili się nad widocznym w całej okazałości otworem.
Rzeczywiście było widać błonę dziewiczą. Dla jednego z
mężczyzn, tego starszego, widok nie był pierwszyzną, ale ten
trochę młodszy jeszcze nigdy nie był w tak niezręcznej
sytuacji i nie miał okazji przeprowadzać tego typu
\"badania\" błonki. Zamykała ona dolną część wejścia pochwy,
pozostawiając półksiężycowy jakby otwór u góry. Było w tej
sytuacji coś za bardzo \"medycznego\" żeby się tak naprawdę
zdrowo podniecił, ale jednak kręcił go trochę szloch
dziewczyny. Pociągnął brzeg jej sukienki w dół, niby żeby
zakończyć już te upokarzające ją oględziny, ale tak naprawdę
to żeby zobaczyć jej twarz, zapłakaną, z grymasem wstydu i
upokorzenia, z zamkniętymi oczami. \"Jest dziewica,
widzisz?\" \"Jest.\" \"O-ka\" - Chińczyk uwolnił dziewczynę,
a ta pobiegła i wcisnęła się twarzą w róg pokoju. - \"No to
co chcesz Ben robić? Może tak mówmy: rob co chcesz, byle nie
pierdolić, o-ka? I byle nie było śladów, że bili, o-ka?\"
\"Okej, ile razy mogę przyjść? Co parę dni?\" \"Możesz
przyjść raz na tydzień, zadzwoń zawsze najpierw, o-ka?
Możesz przyjść co dzień, klient nasz pan, ale raz na tydzień
możesz mieć ten swój specjalny serwis, o-ka?\" \"Dobra, ale
dzisiaj też jeszcze chcę krótko, pół godzinki, i to się nie
liczy. Przyjdę pojutrze i to się będzie liczyć na ten
tydzień. Ale dziś, zaraz, chcę takie dodatkowe pół godziny i
w dodatku wyjątkowo za to nie płacę\" \"O-ka\" Dziewczyna
stała już przy drzwiach i coś mówiła. \"Co ona chce? Gdzie
chce iść?\" \"Ona musi piii-piii. Siu-siu\" \"Nie pozwól
jej. Razem pójdziemy do prysznica i tam jej dam zrobić
siusiu\". Chińczyk uśmiechnął się, przekazał polecenie
dziewczynie i zniknął za drzwiami. Ona zaczęła znowu
szlochać i chyba protestować, ale co było robić, poszli
razem do pokoju, gdzie się oboje szybko rozebrali, a potem
do prysznica.
Portfel z dokumentami wziął ze sobą, na wszelki wypadek,
gdyby komuś przyszło do głowy sprawdzić jego tożsamość.
Położył go w rogu, niedaleko kabiny prysznicowej. W
pomieszczeniu była też wanna, czysta, chyba nie używana,
oraz biały okrągły taboret i półki na ścianie, pełne
poskładanych czystych ręczników. Ona rzeczywiście chyba już
musiała siusiu, ściskała nogi, przestępowała z jednej na
drugą i ocierała udem o udo. Cały czas miała mokre oczy, od
czasu do czasu szlochała. Gdyby nie te spore piersi i to
czarne futerko u zbiegu ud, wyglądała by trochę jak mala
zmarznięta i nieszczęśliwa dziewczynka.
Spytał, jak ma na imię. \"Jenny\". \"Ale ja pytam, jak
naprawdę masz na imię!\" \"Jenny, naprawdę\" \"Chińskie
imię, do cholery! Jakie jest twoje prawdziwe imię!\" \"Aaaa....
Hongxia Li Chen\" \"Posłuchaj mnie, Hongxia. Będę dla ciebie
dobry i mam nadzieję, że ty też będziesz w porządku. Ale
jeżeli nie będziesz w porządku, to wtedy będzie niedobrze,
rozumiesz? Na przykład teraz: i tak musisz się tu wysiusiać
i tak. Wiec lepiej bądź dobra, po co masz się męczyć.
Rozumiesz? Będziesz dobra?\" Kiwała głową, przestraszona. \"Hongxia,
no to teraz zrobisz siusiu.\" Wziął dwa kąpielowe ręczniki,
rozłożył je na dnie wanny. Położył się tam na wznak, potem
jednak wstał, by wziąć jeszcze dwa ręczniki. Uformował z
nich poduszkę, położył się znowu - tym razem z głową na
wygodnym i miękkim posłaniu. Przywołał dziewczynę, kazał jej
klęknąć w wannie, nad nim, i pochylić się twarzą w kierunku
jego twarzy. Spojrzał w jej przestraszone oczy, ale
pospiesznie je zamknęła. Miał dwa pomysły do wyboru: jeden
to kazać jej patrzeć mu w oczy podczas siusiania (czy się to
uda?), z równoczesnym masowaniem ręką jej siusiającej
pizdeczki. Drugi, to popatrzeć z bliska na uchodzący z cipki
strumień moczu, też połączone z pieszczeniem otworu.
Zamyślił się przez chwilę, ale ona widać już nie mogła i
gwałtownie się zerwała, chcąc pewnie uciec do ubikacji.
Podczas tego gwałtownego ruchu wylało się z niej parę kropel
moczu, które spadły na jego brzuch. Mało brakowało, a by
uciekła, ledwo ją zdążył złapać za nogi. Widząc cierpienie
na jej twarzy, postanowił już dłużej nie czekać. Uniósł się
lekko, mocno złapał ją za ramiona, potrząsnął i powiedział
\"Hongxia, uważaj co mówię, do cholery, będziesz siusiać
tutaj, bo ja tak każę!!\". Puścił jej ramiona i szybkim
ruchem rąk podciął jej kolana, tak że uklękła znowu w
wannie, jej kolana spadły z łoskotem na dno wanny a jej pupa
plasnęła o jego pierś. Chciała się znowu zerwać, ale trzymał
ją mocno. Tak wiec pozostała na jego piersi, była lekka, dał
jej tam siedzieć. Jej kolana podciągnął z dna wanny do góry,
żeby dokładnie widzieć jej krocze. Jej stopy spoczywały
teraz na położonym na dnie wanny ręczniku, pod jego pachami.
Powyżej łydek były ładne, okrągłe kolana, i biegnące stromo
w dół linie ud. Te linie się właściwie nie spotykały.
Kończyły się po bokach ładnie wyeksponowanej cipki, jakieś
dziesięć czy dwadzieścia centymetrów od jego twarzy.
Najpierw, u góry, kępka czarnych włosów, potem delikatnie
zaznaczona łechtaczka, mała teraz i okryta przez fałd skóry.
Nad nią, cienkimi fałdkami, zaczynały się wewnętrzne wargi
jej cipeczki, rozchodzące się w dół. Niżej to miejsce, skąd
wcześniej wypłynęło trochę moczu, a jeszcze niżej, jak
płatki róży, widniał duży już w tym miejscu motylek jej warg
ze skierowanym trochę w dół dziewiczym otworem pośrodku. Te
tak zwane wargi mniejsze były u niej właściwie większe,
wyeksponowane i wysunięte. Uwielbiał takie.
Próbowała zewrzeć nogi, ale jego wyraz twarzy wybił jej z
głowy takie pomysły.
\"Hongxia!\" Siedziała z głową odrzuconą do tyłu, żeby
uniknąć jego wzroku. \"Hongxia, możesz już siusiać. Popatrz
na mnie!\" Nie patrzała. Pogłaskał jej piersi, a potem jego
ręka powędrowała niżej, za plecy dziewczyny, i zaczął się
onanizować. \"Hongxia, możesz siusiać... Widzę wszystko,
widzę twoją cipkę... Dokładnie widzę jak wyglądasz miedzy
nogami, rozumiesz? Musisz siusiać, nie masz innego
wyjścia!\" Odczuwał wzrastające podniecenie, wywołane
niecodzienną sytuacją. \"Jeszcze nikt nigdy nie widział jak
siusiasz. Zawsze to robisz sama. Teraz ja wszystko dokładnie
widzę, wszystko. Widzę jak twoja szpareczka już wydala
pierwsze krople!\" Prawą ręką nadal się onanizując, lewą
nacisnął jej brzuch. Jęknęła i popuściła powoli mały
strumień moczu. Poczuł jej ciepłe siusiu na górnej części
swojej piersi i na szyi, skąd spływało na ręcznik. Górna,
cieńsza część \"płatków róży\" rozwarła się lekko, ustępując
pod naporem znajdującego się poniżej łechtaczki różowego
miejsca z malutką dziurką w środku. Rozwarł palcami jeszcze
szerzej. Z tej dziurki po chwili zaczął znowu wypływać mocz,
początkowo spływając znów na jego szyję, a potem, gdy
strumień stał się mocniejszy, trafiając wprost pod jego
brodę i na górną część szyi. Rozległo się głośne i
przeciągłe ni-to westchnienie, ni-to szloch. Ale gdy zaczął
delikatnie masować palcem okolice jej łechtaczki, gwałtownie
przestała siusiać. \"Nie, proszę, nie! Ja muszę jeszcze
siusiu! O mój Boże!\" Może na skutek masażu łechtaczki, a
może całej sytuacji, wstrząsnęło nią coś w rodzaju orgazmu.
Nie był to pewnie typowy orgazm, ale w otworze pochwy
ukazało się trochę śluzu, tego słodkiego nektaru miłości, a
i tak już długie brodawki jej piersi stwardniały i jeszcze
bardziej się wydłużyły. Po chwili, podczas gdy on bawił się
jej piersiami i delikatnie nacierał sutki jej własnym śluzem
przeniesionym z otworu, ona już jakby uspokojona wylała na
niego jeszcze parę kropel, ale nie więcej. \"Kochany, miły,
Hongxia cię bardzo bardzo prosi, nie patrz pomiędzy moje
nogi bo wtedy nie mogę siusiu... A bardzo muszę!\" - mówiła
ze łzami w oczach. \"All right, kochanie, nie będę cie
męczył, chodź tu, przytul się do mnie\". Pociągnął ją ku
sobie. Nadal leżał na ręcznikach na dnie wanny, na nim ona,
jej twarz na wysokości jego twarzy, ale wtulona w jego szyje
i ramie. Klęczała, jej cipeczka na jego brzuchu, kolana na
dnie wanny po jego obu stronach. Wtulona w niego, jego
ramiona wokół niej, i cichy uspokajający szept w jej ucho.
Że nie będzie jej teraz tam dotykał ręką, żeby nie myślała o
niczym jak tylko o ich błogiej bliskości...
Jego prawa ręka powędrowała znów do twardego członka, zaczął
powoli pieścić wilgotną główkę. Znów czuł narastającą falę
rozkoszy, ale bardzo chciał wtrysnąć dopiero wtedy, gdy ona
obleje jego brzuch ciepłym strumieniem. Tak też się stało -
dziewczyna uspokoiła się zupełnie, on delikatnie pieścił jej
szyję ustami i językiem, po chwili wydała z siebie przerwane
jakby szlochem głębokie westchnienie i powoli zaczęła
wylewać na niego wszystko, co ją tak męczyło. Plecy jej
lekko drżały. Jeszcze zanim skończyła, on poczuł początek
orgazmu, aż uniósł ją lekko w górę na swym wyprężonym ciele,
po czym jego wycelowane w stronę jej odbytu prącie wyrzuciło
pierwszą porcję nasienia. Po sekundzie następną, która też
wylądowała w rowku pomiędzy jej pośladkami. I następną, I
jeszcze jedną... I jeszcze parę kropel spermy, i ostatnie
krople moczu z jej cipeczki. \"Dziękuję, że nie patrzyłeś\"
powiedziała. Zamiast odpowiedzi, dotknął lekko ustami jej
usta. Delikatnie, machinalnie jakby, odwzajemniła pocałunek,
po czym nagle się zreflektowała, zerwała się i pobiegła do
kabiny prysznicowej. Usłyszał szum wody. Też wstał, poczekał
na swoją kolej, poszedł pod prysznic, potem wziął portfel.
Zauważył, że ona sprząta wannę, dobra dziewczyna. Delikatnie
pogładził ją po plecach, pocałował w policzek i powiedział
\"Dziękuję, Hongxia Li Chen, zobaczysz, będzie fajnie\". Nic
nie odpowiedziała, unikała jego wzroku. Skierował się do
pokoju, ubrał się. Przed wyjściem zajrzał jeszcze do kuchni
- \"Bi Dżej, tak jak się umówiliśmy, ona tu będzie, nie?
Pamiętaj\", żartobliwie pogroził palcem, \"ona nigdzie nie
wyjeżdża, tak jak mówiliśmy, ma tu być... Jak nie, to będzie
duże poszukiwanie!\". Szedł ulicą szczęśliwy i odprężony.
Jądra bolały od dwóch dużych wytrysków i było mu trochę
przykro, że użył siły, ale jednak ogólnie było to wszystko
wspaniałe. Do zobaczenia pojutrze, Hongxia! |
|