|

Marek
Przyszła środa,
pierwsza po moim powrocie z Hanoweru. Jak zwykle w środę
poszłam do mojego zakładu kosmetycznego, Ewa zrobiła swoje,
po Ewie dobrał się do mnie Marek. Okazał się być naprawdę
odpowiedzialnym mężczyzną. Pomimo naszych prywatnych
kontaktów tutaj zachowywał się profesjonalnie. Masował
miejsce po miejscu, tak, jak to zawsze od pewnego czasu.
Mniej więcej w połowie ćwiczeń zadał mi pytanie, czy życzę
sobie kontynuacje masażu u mnie w domu. Stwierdziłam, że nie
widzę żadnych przeszkód. Popatrzyłam na niego i stwierdziłam
– przecież obiecałeś. Więc po zakończonych zajęciach każde z
nas wsiadło w swój samochód
i pojechaliśmy do mnie.
Wchodząc, już po drodze, ręce nasze dotykały się w taki
sposób, że nic z naszego ubrania nie pozostało, oboje
byliśmy na tyle podnieceni, że od razu poszliśmy do łóżka i
będąc już mocno podniecona, czekałam, kiedy we mnie wejdzie.
Ale on tym razem położył się obok mnie, zaczął mocno się
tulić i wówczas ręka jego zaczęła wędrować w dół. Doszła do
Cipki i bez problemów znalazł mokrą już Łechtaczkę.
Pieszcząc ją powodował, że we mnie narastało podniecenie.
Zwiększyła się szybkość oddechu, zaczęłam pojękiwać, a on
nic, tylko cały czas ją pieści. Ja jęcząc coraz głośniej
wspinałam się systematycznie na tę drabinę podniecenia, aż
odpłynęłam w pełnym orgazmie.
Kiedy opadłam już, próbując wyrównać oddech Marek zmienił
pozycję i mówiąc
– a teraz ciąg dalszy – zaczął we mnie wchodzić. Było to
niesamowite wrażenie. Tuż po orgazmie, który spowodował
pieszcząc Łechtaczkę mocno czułam go w sobie. Każde jego
pchnięcie potwierdzałam narastającym podnieceniem, nogi
rozsunęłam jak najmocniej, aby mógł wejść we mnie jak
najgłębiej. A on, już w pewnym momencie złapał odpowiedni
rytm, wbijał się, co czułam nie tylko wewnątrz, ale kiedy
jego biodra dobijały do moich. Jeszcze kilka mocnych pchnięć
i czuję, jak sztywnieje i strzela we mnie mocnym
strumieniem, a ja dostaję następnego skurczu osiągając
następny orgazm.
Opadliśmy, oboje w pełni zadowoleni, chwytając łapczywie
powietrze. Po chwili ruszyliśmy, aby się umyć. Ja poszłam do
kuchni, przyniosłam coś do picia i ponownie oboje
położyliśmy się obok, chwile odpoczywając. Po pewnym czasie
Marek zapytał – to czym dzisiaj się bawimy? Wówczas wstałam
i przyniosłam kuferek i wyjęłam z niego „zabawki”, które
kupiłam w Hanowerze. Długo je oglądał, co rusz spoglądając
na mnie. Ja popatrzyłam na niego i mówię – Ty decydujesz. On
jeszcze chwilę się zastanawiał, wziął w rękę wibrator
„Różowa główka”, sprawdzając, jak on działa. Ale nie,
odłożył, wziął do ręki „Winogrono”.
„Winogrono” to 10 posrebrzanych kuleczek o średnicy od 2,5
do 5,5cm. Każda z nich umieszczona jest na odpowiednio
długim srebrnym łańcuszku. Do tego dołączona jest duża
srebrna agrafa, tak, aby można było je spiąć w całość.
Wówczas imitują kiść winogrona. Chcąc sprawdzić, jakie mają
średnice, używając suwmiarki pomierzyłam je i wyszło mi, że
mają następujące wymiary w cm: 1 – 2,5, 2 – 2,8, 3 – 3,1, 4
– 3,4, 5 – 3,7, 6 – 4,0, 7 – 4,25, 8 – 4,5, 9 – 4,75,
10 – 5,0.
Przez chwilę je oglądał, przekładał miedzy palcami
poszczególne kulki, patrząc, jak powiększają się. Przecież
pierwsza ma 2,5cm, ostatnia jest dwa razy większa. Aż w po
chwili stwierdził – zobaczymy, ile ich Ci się zmieści w
Pupie. Byłam z takiej propozycji zadowolona, bo zaraz w
poniedziałek pieściłam Pupę czarnym koreczkiem, więc teraz
byłam ciekawa, jak się zachowa, „połykając” kulki. Marek
sięgnął z szafki balsam do ciała i zaproponował – ustaw się
na kolanach. Długo nie zastanawiając się położyłam się na
brzuchu, podciągnęłam nogi szeroko je rozsuwając i mocno
wypięłam Pupę. On lekko przesmarował Brązową Dziurkę i mając
tak zwilżone ręce, wziął pierwszą kulkę przyłożył do dziurki
i pchnął. Wsunęła się bez problemów,
to samo było przy drugiej i trzeciej.
Czwarta była już znacznie większa, niż pierwsza, ale jeszcze
wsunęła się gładko. Przy piątej już mocno jęczałam, bo nie
problem był w samym przesunięciu się przez Gniazdko
Wejściowe, ale zaczął się problem, aby wejść głębiej. Marek
jednak napierał i po pewnej chwili już siedziała w środku.
Więc wziął w rękę szóstą, już wyraźnie dużą, ok. 4cm
średnicy i zaczął wsuwać ją w Pupę. W momencie, kiedy zaczął
ją wsuwać, zaczęłam pojękiwać, bo czułam się już mocno
wypełniona, ale on nie przestawał i parł dalej. Jęknęłam
ponownie, ale on stwierdził, to dopiero połowa. Znowu
nacisnął, ja już próbowałam się wyprostować, ale przytrzymał
mnie mocno na plecach, jednocześnie wpychając ja do końca.
Poczułam, jak zamyka się „bramka”, wówczas Marek
zaproponował – wyprostuj się.
Zrobiłam to z przyjemnością, rozsmarowując mocno brzuszek,
czując w nim te kuleczki. Popatrzyliśmy na siebie z
zadowoleniem, sześć to niezły wynik. Ażeby się lepiej
przekonać wstałam z łóżka, podeszłam do lustra i zobaczyłam
ładne wybrzuszenie oraz zwisające z Pupy łańcuszki. W tym
momencie okazało się, że to wsuwanie mi kuleczek spowodowało
odpowiedni stopień podniecenia Marka, czego wyrazem było
jego stercząca pałka. Nie chcąc, aby zbyt długo na mnie
czekała ponownie weszłam na łóżko, pochyliłam się, opierając
ręce o łóżko i mocno wypinając Pupę. Po chwili poczułam, jak
Marek sadowi się za mną i jak przymierza się do Cipki.
Przyłożył ja do Gniazdka i próbował pchnąć, ale w pierwszej
chwili napotkał na duży opór, bo przecież miałam odpowiednie
wypełnienie Pupy. Ale po chwili naparł mocniej i zaczął się
wsuwać. Poczułam, jak wszedł, jak wsuwa się, jednocześnie
mając wrażenie, że za chwile mnie rozerwie. Ale nie, Cipka
puściła soki namiętności i wsunął się cały. Wsunął się i
czułam go bardzo mocno. Ale to był początek. Teraz on zaczął
pracować, to wysuwając, to wsuwając się. Było to coś
niesamowitego. Czułam każde jego pchnięcie, aż przyszedł ten
wspaniały moment rozkoszy, kiedy jeszcze mocniej naprężył
się i strzelił we mnie, a ja osiągając pełną rozkosz,
tłukłam rękoma w materac.
Po chwili wysunął się, ja upadłam i przez chwile
odpoczywaliśmy. Wstaliśmy i poszliśmy do łazienki, stanęłam
przy umywalce, wypinając Pupę, a Marek zaczął z niej
wyciągać poszczególne kuleczki. Nie było to trudne, bo
patrząc na różnice długości widać było, która jest głębiej.
Po chwili już wszystkie leżały w umywalce, a myśmy weszli do
wanny i dokładnie umyli.
Marek wytarł się pierwszy, wytarł mnie, ja zarzuciłam
szlafroczek, on zaczął ubierać się. Po chwili był już gotowy
do wyjścia. Żegnając się, zapytał, czy w następną środę też
będziemy się bawili „zabawkami”. Stwierdziłam, że tak, ale
nie w następną, a kiedy, dam mu znać, bo jak będzie to tak
często, to szybko braknie nam „zabawek”. Uśmiechnął się,
pocałowaliśmy się i poszedł. Ja sprzątnęłam trochę
mieszkanie i też położyłam się do łóżka, ale długo czułam w
Pupie ślad po kuleczkach.
Tym nie mniej już w tym momencie zdecydowałam, że za jakiś
czas znowu do tych „zabawek” wrócimy.
Kończę standardowym już stwierdzeniem Opowiadanie to jest
prawdziwą relacją moich osobistych doznań i przeżyć.
Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie
przypadkowa i niezamierzona.
16 czerwiec 2005 rok – baska@poczta.onet.pl - Baśka |
|