|
Odwróciła się
do mnie przodem, podeszła, zaczęła rozpinać koszulę.
Rozpiętą wyciągnęła ze spodni. Przytuliła się do mnie, ja
gładziłem jej włosy. Chwilę tak staliśmy, po czym odsunęła
się, przejechała długimi, w identycznym kolorze jak sukienka
paznokciami po moich żebrach, szybko odwróciła się i
poprosiła:
- Rozepnij.
Rozpinałem jej sukienkę guziczek po guziczku...
Tak się zaczęła znajomość z Patrycją
To był przepiękny letni dzień. Mimo, że słońce mocno
przypiekało z prawie bezchmurnego nieba, delikatny wiaterek
chłodził na tyle skutecznie, że nie odczuwało się skwaru.
Wczesnym popołudniem wędrowałem ulicami. Ruch jak zwykle o
tej porze roku był niewielki.
Na jednej z głównych ulic zauważyłem bardzo ładną
dziewczynę. Szła przede mną niezbyt spiesznym krokiem.
Dostosowałem swój krok do jej tempa i szedłem za nią kilka
przecznic, mogąc nasycić oczy wspaniałym widokiem. Była
szczupła, ale nie wychudzona. Długie, sięgające prawie pasa,
falujące włosy w odcieniu ciemnego złota spięte w luźną kitę
falowały w rytm jej kroków. Falowały wraz z krótką,
plisowaną spódniczką w kratę. Przechodząc przez ulicę, gdy
dawała większy krok by wspiąć się na wysoki krawężnik, spod
krawędzi spódniczki wysunął się brzeg koronki wykańczającej
jej pończochy. Długie, zgrabne nogi w jasno-brązowych
pantofelkach na niewysokiej szpilce stawiała niespiesznie,
ale bardzo sprężyście. Szew pończoch niesamowicie dodawał
uroku i podkreślał smukłość jej nóg. Nad lewą kostką
połyskiwał złoty łańcuszek. Luźna bluzeczka z białego
jedwabiu była tak cienka, że więcej pokazywała niż ukrywała.
Dziewczyna przewiesiła sobie przez ramię malutką torebkę, w
której chyba nie zmieściłaby nic więcej niż tylko telefon
komórkowy. Idąc widziałem ją tylko od tyłu, jednak jej
sylwetka zdradzała posiadanie przez właścicielkę znacznego
biustu. Miała stosunkowo szerokie ramiona, za to talia była
tak wąska, że można by ją było objąć palcami jednej ręki.
Spódniczka rozchylała się szerokim kloszem na kształtnych
biodrach. Można byłoby ulec złudzeniu, że dolna część jej
ciała nie ma żadnego połączenia z górną, gdyby nie to, że
poruszały się w idealnej harmonii.
Dziewczyna doszła do skrzyżowania i stanęła przed przejściem
w oczekiwaniu na zielone światło. Stanąłem obok niej. Mogłem
teraz ocenić ją z bliska. Buzię miała jak aniołek. Śliczną,
gładką cerę złociła delikatna opalenizna, kontrastująca z
zielenią jej oczu. Makijaż miała tak delikatny, że trzeba
było się mocno przyglądać by go dostrzec, jednak na tyle
stanowczy, że doskonale podkreślał jej urodę. W uszach
skrzyły się malutkie brylanciki kolczyków. Leciutko zadarty
nosek dodawał jej zalotności. Pod bluzką miała biały
staniczek bez ramiączek, bez paska obejmującego ciało - same
koronkowe miseczki wypełnione kształtnymi piersiami. Na
szyi, w głębokim dekolcie wisiał cieniutki łańcuszek z
główką jednorożca.
Zgrabnym ruchem ręki odgarnęła z twarzy niesforny kosmyk
włosów. Dłoń miała smukłą, z długimi palcami i jeszcze
dłuższymi jasno-różowymi paznokciami. Rzuciła w moją stronę
przelotne spojrzenie. Musiała dojrzeć wyraz zachwytu na
mojej twarzy, bo przez jej usta przemknął delikatny uśmiech.
Światło zmieniło się. Niby zagapiłem się, by pozwolić jej
znowu iść przodem. Szła równym, spokojnym krokiem, jednak
jej sposób poruszania zmienił się. Widać było, że czuje na
sobie mój wzrok. Wyraźnie zaczęła mocniej kołysać biodrami.
Teraz prawie za każdym krokiem spódniczka odsłaniała koronkę
pończoch.
Wyraźnie zabawa w podziwianie wdzięków spodobała się jej, bo
przed przejściem podziemnym przy następnym skrzyżowaniu
znacznie zwolniła. Na szczycie schodów prawie się
zatrzymała, pozwalając mi zrównać się ze sobą. Schodząc w
podziemia obok niej, mogłem zobaczyć nie tylko koronkę
pończoszki wyłaniającą się spod zakładu jej spódniczki, ale
i część gołego uda ponad nią. Poniżej schodów stanęła i
zaczekała, abym wybrał kierunek, w którym chcę się udać.
Poszedłem w lewo, w kierunku wyjścia na przystanek
autobusowy. Po paru krokach wyprzedziła mnie i prawie
biegiem wpadła na schody. Gdy ja stawiałem nogę na najniższy
stopień, ona była już w połowie górnego biegu stromych
schodów. Moim oczom ukazał się fantastyczny obraz. Widziałem
nie tylko całe nogi, łącznie z częścią nie okrytą
pończochami, ale także zgrabnie zarysowaną linię
oddzielającą uda od pośladków. Przez moment nawet mignął mi
rąbek jej śnieżnobiałych fig. Niestety odjechała autobusem w
zupełnie inną stronę niż ja.
Długo nie mogłem o niej zapomnieć. Po nocach przypominałem
sobie obraz jej ciała prześwitującego przez bluzkę i widok
ze schodów. Ciągle widziałem kontur jej zgrabnej sylwetki
widzianej pod słońce i jej zalotne spojrzenie, gdy drzwi
autobusu już zamknęły się za nią.
Z końcem lata zacząłem chodzić na zajęcia sportowe: siłownię
i basen. Na kolejnym treningu zdarzył się cud. Właśnie
kończyłem męczyć mięśnie brzucha pierwszą serią skłonów na
skośnej ławeczce, gdy do sali weszła Ona. Ubrana była w
ciemny żakiet, kremową atłasową bluzkę i szarą, mocno
rozkloszowaną i bardzo krótką spódniczkę. Leżałem jeszcze
chwilę na ławeczce, głową w dół nabierając siły przed
rozpoczęciem kolejnej serii ćwiczeń. Od środkowego przejścia
przez salę dzieliły mnie centymetry. Miałem już unieść się w
kolejnym skłonie, gdy piękność z moich snów przeszła obok,
kierując się do instruktora stojącego akurat w drugim końcu
pomieszczenia. Przeszła tuż nad moją głową. Patrząc w górę
zobaczyłem zgrabne nogi w czarnych pończochach przypiętych
do białych podwiązek i śnieżnobiałe koronkowe majteczki. Nie
mogłem się za nią nie obejrzeć. Pończochy były ze szwem, nad
lewą kostką połyskiwał łańcuszek, czarne szpilki miarowo
uderzały o wykładzinę. Za parę minut była z powrotem na
sali. Tym razem ubrana w strój treningowy. Wyglądała w nim
bardzo atrakcyjnie. Obcisły, intensywnie żółty trykot na
wąskich ramiączkach okrywał ją od dekoltu po kostki u nóg.
Miał głębokie wycięcie na plecach. Na cienkim, elastycznym
materiale wyraźnie rysowały się wypukłości sutków na
szczycie idealnie kulistych piersi. Na kombinezon założyła
granatowe bokserskie spodenki, a raczej coś, co je
przypominało, ale było o niebo seksowniejsze.
Przyszła jesień i listopadowe szarugi, a my spotykaliśmy się
tylko w fitness-klubie. Wymienialiśmy krótkie \"cześć\" i
uśmiech. Czasem Patrycja, bo tak moja piekność miała na
imię, mnie zagadnęła, czasem ja ją, ale znajomość nie
układała się najlepiej. Raz ona śpieszyła się po zajęciach
do domu, drugim razem ja musiałem jeszcze wrócić do pracy
lub po forsownym wysiłku i saunie długo dochodziłem do
siebie.
Zbliżały się Święta i mój pierwszy Nowy Rok w nowym
mieszkaniu. Przyszedłem na ostatnie zajęcia przed Wigilią
lekko spóźniony. Patrycja była już na sali i wypacała na
jednym z rowerków kalorie, których wcale nie miała za dużo.
Po szybkiej rozgrzewce usiadłem na sąsiednim, wprowadziłem
program treningowy i zagadnąłem ją. Organizowałem imprezę
sylwestrową połączoną z czymś w rodzaju parapetówki.
Zaprosiłem ją. Bardzo mnie ucieszyło, że nie ma chłopaka i
przyjdzie sama. Skończyła pedałować, a pot spływał jej
stróżką po nosku. Otarła go ręcznikiem, zsiadła z roweru i
odchodząc zaproponowała, że możemy porozmawiać wychodząc z
siłowni.
Tak jak zwykle, kilka razy mijaliśmy się zmieniając
przyrządy. Wymienialiśmy tylko uśmiechy, bo zarówno Patrycja
jak i ja założyliśmy sobie bardzo intensywne programy. Widać
ona też przewidywała niezłe obżarstwo na Święta.
Na basenie Patrycja pływała jak zwykle na skrajnym torze,
starając się jak najdłużej wylegiwać na wodzie pomiędzy
kolejnymi ruchami żabki. Kąpała się jak zawsze w bardzo
seksownym, jednoczęściowym kostiumie, w kolorze pomiędzy
pomarańczowym a czerwonym. Jej kostium miał wysokie,
sięgające niemal talii, wycięcie na nogi. Z tyłu był tylko
wąski paseczek między pośladkami i skrzyżowane na plecach
ramiączka. Przód składał się ze smukłej litery V w dolnej
części, a w górnej z szelek poszerzonych na tyle, by kryły
strategiczne części biustu. Staniczek ten, by nie zsunął się
z krągłości na boki był spięty na środku dużym, złotym
kółkiem.
Ja byłem na drugim torze, jak zwykle męczony przez trenera z
pływania delfinem. Nie wiem, dlaczego postawił sobie za
punkt honoru, że nauczy mnie tego stylu. Może widział we
mnie materiał na pływaka, może starał się mnie zamęczyć, bo
widział moje zainteresowanie pływającą Patrycją, a może
próbował się czymś zająć by nie gapić się na nią ze swojego
doskonałego punktu obserwacyjnego na brzegu.
Po pływaniu Patrycja wyszła bez słowa do damskiej części
sauny, natrysków i szatni, a ja, jak najszybciej wskoczyłem
do męskiej sauny. Pod prysznicem musiałem kombinować jak koń
sołtysa pod górę i po piachu, by nie myśleć o Patrycji i nie
mieć związanych z tym problemów.
Czekałem na nią z dobre dziesięć minut. Bałem się, że
zapomniała i już sobie poszła, ale wreszcie wyszła.
Ubrana była w czarne buty mocno powyżej kostki, sznurowane
na drobne haczyki, na tak wysokim obcasie, że palcami ledwo
dosięgała ziemi, oraz w grube, połyskujące czernią rajstopy,
czarną, wąską spódnicę, obszerny kosmaty srebrzysty golf.
Zarzucone na to miała puchate jasnokremowe futerko sięgające
tuż przed koniec spódniczki, czyli gdzieś do połowy uda. Po
futrze rozsypane miała swe lśniące włosy. Przed wyjściem
założyła jeszcze futrzany toczek i już wyglądała jak
marzenie. Do wizerunku nie pasowała jedynie duża, czarna,
sportowa torba ze strojem treningowym.
Poszliśmy na przystanek. Pogoda była tak paskudna, że po
drodze nie dało się rozmawiać. Temperatura była tuż poniżej
zera, wiał ostry północny wiatr i siekł twarze drobnymi
kryształkami zamarzniętego deszczu. Na przystanku
zaproponowałem:
- Odwiozę cię.
- Dobrze, a ty gdzie mieszkasz?
- Niezły kawałek za miastem, tam, gdzie nie tylko autobusy
ale i wrony zawracają.
- Na wschód?
- Tak.
- To u ciebie po śmietnikach grasują białe niedźwiedzie? -
Podchwyciła mój żart.
- Tak, ale tylko zimą.
Wsiedliśmy do autobusu. Były akurat dwa wolne miejsca obok
siebie, więc z nich skorzystaliśmy. Patrycja usiadła bliżej
okna, ja przy przejściu. Przysunęła się do mnie i objęła
moją rękę.
- Ale dzisiaj nieprzyjemnie - zagadnęła
- Bardzo nie lubię takiej pogody. Wolę, gdy jest słońce i
leży dużo śniegu.
- To jak wtedy wydostajesz się ze swojego zapyzia?
- Mam czołg. - Zażartowałem ze swojego samochodu.
- To, dlaczego nim teraz nie jeździsz?
- Rano nie daje się przebić przez korki i nie ma gdzie
zaparkować pod pracą.
Zapadła chwila milczenia. Po paru minutach przerwała ją
Patrycja.
- Co z tym Sylwestrem?
- Ma przyjść parę osób. Sami znajomi i znajomi znajomych.
- Ile ma być osób?
- Nie więcej niż dwadzieścia. Z tobą będzie do pary.
- To fajnie. Pewnie potrzebujesz, by coś ci przygotować?
- Ja daję lokal i alkohole, kolega sprzęt grający i muzykę z
obsługą. Każdy coś ma przynieść do jedzenia.
Rozmowa dalej toczyła się na tematy organizacyjne, co
przygotować, jak podać. Trochę rozmawialiśmy o moim
mieszkaniu.
Przez cały czas rozmowy Patrycja siedziała mocno przytulona
do mojego ramienia, kolana przyciskając do moich. Jej
spódnica dość mocno podjechała, odsłaniając całe nogi a
nawet coś więcej.
Przyszedł czas wysiadać. Wstałem pierwszy, wziąłem torby:
swoją i jej. Patrycja wstając wysunęła najpierw nogi
spomiędzy siedzeń i dopiero później wstała. Przez krótki
moment widziałem jej wzgórek osłonięty jedynie rajstopami,
spod których prześwitywała biel majteczek. Podniosła się. Ze
śmiechem i udawanym zgorszeniem zrobiła mi wyrzut, że ją
podglądam. Nie pozwoliła mi wejść nawet na klatkę schodową,
jednak na pożegnanie pocałowała mnie i to bynajmniej nie w
policzek.
Oboje w okresie międzyświątecznym nie pracowaliśmy, więc
stanęło na tym, że Patrycja miała przyjechać do mnie w
przeddzień imprezy, upiec u mnie jakieś ciasto i nadać
ostatniego szlifu przygotowaniom do zabawy. Na pewno
przydała się kobieca ręka, bo ja nie za bardzo mam ducha
artystycznego.
Umówiliśmy się w hipermarkecie wczesnym popołudniem. O innej
porze roku byłby to środek dnia, teraz był jednak zmierzch.
Patrycja przyszła ubrana jak poprzednio, z tą różnicą, że
zamiast spódnicy miała na sobie bardzo obcisłe,
legginsopodobne, czarne spodnie. Po zakupach pojechaliśmy do
mnie upiec ciasto i przygotować mieszkanie na przyjęcie
gości. Na szczęście przed wyjściem z domu zmieniłem
ustawienia na programatorze temperatury. Gdy weszliśmy było
gorąco. Musieliśmy zdjąć cieplejsze części garderoby.
Najpierw ja zdjąłem sweter. Potem Patrycja ściągnęła swój
golf. Miała pod nim morelowego T-shirta, tak krótkiego, że
było widać krągłość jej piersi gdy ręce unosiła do góry
szperając w szafkach mojej kuchni lub pochylała się nad
ciastem. Pod nim nie miała już nic więcej. W czarnych
legginsach i koszulce wyglądała bardzo seksownie. Potem ja
długie spodnie zmieniłem na luźne bermudy, a Patrycja
wyciągnęła spod spodni rajstopy. Zrobiła to oczywiście w
łazience, mimo moich zapewnień, że nie będę jej podglądał.
Dobrze wiedziała, że nie dotrzymałbym słowa. Legginsy ściśle
przylegały do jej ciała podkreślając jego kształtność.
Opinały zgrabny tyłeczek, lekko uwypuklały się na wzgórku,
oblekały długie nogi. Na gładkiej powierzchni patrycjowych
spodni rysowały się krawędzie jej bielizny: smukły trapez z
przodu i malutki trójkącik z tyłu. Dookoła bioder biegła
tylko wąska tasiemka kokardkami połączona z rogami trapezu.
Przechodząc z tyłu, za pochyloną nad deską do krojenia
Patrycją, nie powstrzymałem się, by jej nie dotknąć. Stojąc
za jej plecami przejechałem opuszkami palców po bokach od
talii do krawędzi koszulki. Zareagowała przeciągłym �Mmmm�.
Przeciągnąłem ponownie, tym razem nie kończąc na krawędzi
koszulki. Gdy tylko brzeg T-shirta zaczął się unosić
przycisnęła moje dłonie łokciami.
- Nie wolno! - Oświadczyła dobitnie, ale zamiast się odsunąć
posunęła się w tył opierając się pupą o mnie. - Masz co
robić. Zajmij się czymś. - i puściła moje dłonie.
Nie zabrałem ich, tylko zsunąłem je trochę poniżej talii.
Widząc, że nie odchodzę Patrycja wyprostowała się, odłożyła
nóż i przeciągnęła się unosząc ręce nad głowę. Jej koszulka
stosownie do wykonanego ruchu powędrowała za rękami
odsłaniając krągłości ciała. Skorzystałem skwapliwie z
okazji, że jej piersi znalazły się na swobodzie i je
objąłem. Były przyjemnie chłodne, jędrne i idealnie kuliste.
Skóra miała dotyk aksamitu, była równocześnie miękka i
sprężysta. Czułem, jak pod palcami twardnieją jej sutki.
Patrycja gwałtownym ruchem opuściła ramiona, chwyciła moje
dłonie i zamiast odepchnąć zsunęła je tylko na wysokość
pasa.
- Mówiłam, że nie wolno! - Stała nadal oparta o mnie. -
Zajmij się czymś pożytecznym - odepchnęła mnie uderzając
mnie w podbrzusze swoją pupą. Zabrała się za pracę.
Za jakiś czas, może godzinę Patrycja przerwała pracę w
kuchni, odprostowała się i przeciągnęła demonstrując
wdzięki. Podszedłem do niej. Stanąłem za nią, i przytuliłem.
Oparła się plecami o mnie i powtórnie przeciągnęła się
próbując złączyć dłonie za moją głową. Objąłem ją kładąc
dłonie na jej biodrach. Przesunąłem je do góry, a następnie
w dół i do przodu tak, że znalazły się na kościach
biodrowych, ale pod jej spodniami. Palce trafiły dokładnie
tam, gdzie były kokardki jej fig. Na próbę przesunięcia ich
dalej w dół i do przodu zareagowała stanowczym:
- Dalej nie wolno.
Staliśmy tak chwilę, ona wyprostowana, dając odpoczynek
plecom, ja bawiąc się troczkami jej majteczek i głaszcząc
jej skórę ma biodrach. Zacząłem ją łachotać po brzuchu. W
śmiechu skuliła się i odsunęła orzekając:
- Wystarczy.
Przytrzymałem ją, by nie odeszła. Z powrotem zatrzymałem
ręce na jej biodrach. Chwyciłem za końce tasiemek. Patrycja
odsunęła się do przodu, a kokardki się rozwiązały.
- No i co zrobiłeś? Jak je rozwiązałeś, to teraz coś z tym
zrób! - Wyrzut w jej głosie był wyraźnie udawany.
Pociągnąłem za troczki. Spod spodni Patrycji najpierw
wysunął się mały trójkącik przechodzący w kawałek tasiemki,
a następnie smukły trójkąt stanowiący przód majteczek.
Całość była wykonana z cudownie miękkiego czerwonego,
lśniącego jedwabiu w żółtą kratkę. Tego wieczoru do niczego
więcej już nie doszło.
Ustaliliśmy, że w Sylwestra przyjadę po nią wcześniej, bo
trzeba było jeszcze dokończyć przygotowania. Gdy mi
otworzyła, ubrana była w luźny, krótki sweter i te same
legginsy, co poprzednio. Szeroki dekolt swetra przesunął się
odsłaniając nagie ramię. Przez materiał spodni nie wycinał
się żaden kontur bielizny. Włosy, spięte na czubku głowy
spadały puszystym ogonem na kark. Podała mi przygotowaną
torbę i zapakowaną w foliowy pokrowiec balową suknię w
kolorze burgundzkiego wina. Ubrała się i wyszliśmy.
Prace przygotowawcze poszły szybko, bo niewiele było do
zrobienia. Zostało dużo czasu na założenie kreacji.
- Użyczysz mi sypialni, bym mogła się przebrać? - Spytała
Patrycja rozpinając torbę.
- Oczywiście.
- Tylko nie podglądaj. I chciałabym wziąć prysznic.
Poszliśmy do sypialni. Gdy ja wyciągałem z szafy olbrzymi
ręcznik kąpielowy dla Patrycji, ona wypakowała na łóżko
rzeczy z torby. Gdy wychodziłem na moim seksodromie leżała
już przygotowana suknia, tiulowa krynolina, czarne pończochy
z bardzo szeroką, koronkową gumką, kuferek z kosmetykami i
biżuterią.
- Możesz przyjść i mi pomóc? - Doleciało mnie pytanie z
sypialni, gdy zmieniałem kolejną już płytę. Poszedłem.
Patrycja stała na środku pokoju. Fantastycznie uczesana,
umalowana i ubrana. No nie całkiem ubrana, bo jej sukienka
była rozpięta na plecach, a Patrycja przytrzymywała ją z
przodu. Suknia była przed kolano, dół miała mocno
rozkloszowany, rozłożony na szerokiej krynolinie. Góra była
w postaci gorsetu odsłaniającego całe ramiona i plecy.
- Poproszę, zapnij. Tylko bez żadnych numerów.
Zapinanie guziczków przy gorsecie szło bardzo powoli. Były
bardzo małe i bardzo gęsto przyszyte. By nie miały szans się
rozpiąć, pętelki były jeszcze mniejsze. Gdy skończyłem,
Patrycja jeszcze poprawiła sukienkę i przejrzała się w
lustrze na drzwiach szafy. Wyglądała bosko. Delikatny
makijaż podkreślał jej urodę. Kształtne usta nabrały pod
szminką delikatnie czerwonej barwy. Jej oczy pod
niesamowicie długimi rzęsami przybrały odcień złota. Włosy
miała wysoko upięte w luźny kok i przyozdobione brylantowym
diademem. W uszach wisiały zdobne kolczyki. Spod dużych,
rzucających kolorowe skry kamieni zwisały cyzelowane
wisiorki zakończone jeszcze większymi kryształami. Na szyi
miała krótki łańcuszek, a na nim identyczny wisiorek jak
przy kolczykach. Aksamitny gorset podkreślał jej krągły
biust. Nad prawą piersią miała tatuaż przedstawiający
delfina przeskakującego nad falą. Istne arcydzieło
namalowane na skórze. W talii, zamiast paska miała złoty
łańcuch doskonale kontrastujący z głębokim odcieniem sukni.
Spódnica zrobiona z atłasu ukazywała rąbek czarnego tiulu i
nogi w czarnych pończochach. Na lewej kostce błyszczał gruby
łańcuszek. Szwy w pończochach prowadziły wzrok pod spódnicę
i kusiły, aby znaleźć ich zakończenie. Na stopach miała
buciki na bardzo wysokiej szpilce, trzymające się nogi tylko
cienkimi rzemykami. Na palcu u lewej stopy miała założoną
złotą obrączkę.
Zabawa była wesoła. Towarzystwo dobrze się bawiło. Darek
dostarczył przednie nagrania, potrafił poderwać do tańca
nawet najbardziej zasiedziałych imprezowiczów. Sam tańczył
wybornie. Nic w tym dziwnego, skoro trenował rock'n'rola
sportowego. Większość tańców przetańczył ze swoją stałą
partnerką, jednak często zmieniał ją na inne, by rozruszać
pozostałe pary.
Patrycja tańczyła chętnie i z dużym zapałem. W każdym
szybszym tańcu, przy każdym obrocie spódnica jej sukni
rozkładała się szerokim kołem wokół bioder. Wtedy, światu
ukazywały się w całej okazałości jej zgrabne nogi.
Demonstrowała koronki przy pończochach. Z ich czernią
kontrastowała jasna skóra jej ud. Parę razy coś niepokojąco
błysnęło pod jej spódnicą.
Zmęczony kilkoma szybkimi kawałkami przysiadłem na niskim
fotelu i patrzyłem na tańczących. Patrycja wywijała kolejne
piruety prowadzona przez Pawła. Za każdym obrotem spódnica
tworzyła płaski dysk wokół jej talii odsłaniając wszystko,
co było poniżej. Pończochy Patrycji kończyły się koronką
powyżej połowy uda. Wyżej było jej gładkie ciało.
Przyjrzałem się uważniej. Nie dało się dojrzeć majteczek,
tylko szparkę nie przysłoniętą żadnym zbędnym włoskiem.
Czasami między nogami coś się skrzyło, jak kropelka wilgoci.
Darek puścił wreszcie coś wolnego, by zmachani goście mogli
chwilę odpocząć w uścisku partnera. Tańczyłem z Patrycją.
- Fantastycznie wyglądasz!
- Podoba ci się?
- Absolutnie!
- A co najbardziej?
- To, co masz pod spodem?
- A co mam?
- Nic.
- To nic ci się nie podoba?
- Podoba mi się to, że nic nie masz.
- To dla ciebie.
- Dziękuję.
Mocno po północy Patrycja tańczyła z Darkiem szalonego
r'n'r-la. Tańczyli w zawrotnym tempie. Robili nawet prostsze
figury z wersji sportowej. Nie mogłem od Patrycji oderwać
wzroku. Przy każdym piruecie pokazywała pełną długość swych
nóg. Przy obrotach robionych z wyskoku najpierw Patrycja
dosięgała ziemi, a dopiero po chwili opadała jej spódnica.
Mogłem wtedy przez krótką chwilkę podziwiać kształt jej
niczym nie osłoniętego tyłeczka. Przy przewrocie przez plecy
partnera Patrycja pokazała światu idealną geometrię wzgórka,
co zostało przyjęte przez obserwatorów z aplauzem. Taniec
zakończył się figurą, w której Patrycja mocno wygięta w tył
zawisła na ręce Darka. Jej spódnica podwinęła się i została
w górze. Szybkim ruchem ręki zsunęła ją w dół. Trwało to
jednak na tyle długo, że można było dostrzec wiele
szczegółów wcześniej uciekających spojrzeniu. Widać było
płaski, wygimnastykowany brzuszek, lekką obłość wzgórka z
wąską linią szparki. Nie było na nim ani jednego włoska, a
skóra była gładka niczym aksamit. Między jej nogami wisiał
kolczyk. Był identyczny jak te w uszach i wisiorek przy
łańcuszku na szyi.
Alkohol i parę
wolnych kawałków zrobiły swoje. Pary na parkiecie zaczęły
się do siebie kleić. Ręce partnerów zaczęły błądzić po
ciałach partnerek, zsuwały się w okolice pośladków,
próbowały dotrzeć pod spódnice. Paweł kiwał się ze swoją
dziewczyną, przytuloną do jego piersi. Trzymał ją oburącz za
szczupły tyłeczek. Ona dłonie miała wciśnięte pomiędzy nich
a jej palce wyraźnie nie pozostawały bezczynne. Patrycja
przysunęła się jeszcze bliżej mnie, przywarła swoim łonem do
mojego uda. oparła policzek na moim ramieniu, palcami
wodziła po mojej szyi. Trzymałem ją lewą ręką tuż powyżej
gorsetu na plecach, a prawą tuż poniżej talii. Powoli moja
dłoń powędrowała w dół, trafiła na krągłość jej pupy.
Zsunęła się jeszcze niżej, tam, gdzie owal jej ciała
przechodzi w smukłość nogi i jeszcze trochę dalej.
Delikatnymi ruchami palców przesuwałem materiał spódnicy, aż
dotknąłem nagiej skóry. Nie zaprotestowała. Przesunąłem dłoń
do góry, w miejsce, gdzie wyrasta noga. Dotykałem aksamitu
jej ciała. Czułem pod palcami mięśnie jej nogi pracujące
przy każdym kroku i krągłą jędrność tuż powyżej. Patrycja
spojrzała na mnie i jedynie sięgnęła za siebie by poprawić
spódnicę podciągniętą przez moją dłoń.
Darek próbował jeszcze raz czy drugi poderwać ludzi do tańca
puszczając szybszą melodię, ale impreza wyraźnie chyliła się
ku końcowi. Powoli goście zaczęli wzywać taksówki i
rozjeżdżać się do domów. Paweł, ponieważ mieszkał z żoną
niedaleko Patrycji zaproponował, żeby się z nimi zabrała.
Ona jednak nie wybuchła entuzjazmem. Wyraźnie na coś
czekała.
- Zostań. Rano cię odwiozę. - Zaproponowałem. - Łóżko mam
szerokie. Zmieścimy się.
- Dziękuję Pawle, zostanę. - Patrycja zwróciła się do mojego
kolegi - A ty nie licz na zbyt wiele. - Zalotnie dodała do
mnie.
- Spróbuję, ale nie ręczę. - Zripostowałem.
Jako ostatni pojechał Darek ze swoją dziewczyną. Zabrał swój
sprzęt grający, więc włączyłem moją aparaturę, mniejszej
mocy i już mocno leciwą, ale nadal sprawną. Puściłem cichą,
spokojną muzykę. Szybko zebraliśmy brudne naczynia i
wynieśliśmy do kuchni, bo nie ma nic gorszego niż rano wstać
i przerazić się bałaganem po całonocnej imprezie. Z grubsza
ogarnęliśmy bałagan na stole. Reszta potraw z półmisków
powędrowała do lodówki.
Podszedłem do Patrycji, stanąłem za jej plecami. Objąłem ją
dłońmi w talii i pocałowałem w ramię. Przechyliła się do
tyłu, oparła o mnie. Mocniej przycisnęła moje dłonie do
swego ciała. Zaczęliśmy się bujać w rytm muzyki. Ręce
Patrycji powędrowały do tyłu, spoczęły na moim rozporku.
Sięgnąłem w dół. Dłonie powędrowały na krawędź jej spódnicy,
a następnie w górę, pod spód. Dotknąłem przodu jej ud. Jedna
dłoń powędrowała wyżej, aż dotknęła jej wzgórka. Wsunąłem ją
w głąb, między nogi, aż poczułem kolczyk między palcami.
Pieściłem ją całą dłonią, od czasu do czasu trącając
wisiorek. Ona przez spodnie masowała moje nabrzmiałe drugie
ja, które w tym momencie stało się pierwszym.
Po kilku tak przetańczonych piosenkach zaproponowała:
- Może pójdziemy spać?
- Pójść możemy, ale chyba nie spać.
- Ja jestem zmęczona, wiec idę spać. A ty rób co chcesz.
Poszliśmy do sypialni. Jak tylko stanęła na miękkim dywanie,
zrzuciła buty, rozpuściła włosy, które kaskadą opadły na jej
ramiona. Sięgnęła do guziczków sukienki, ale nie dała rady
ich rozpiąć. Ja w tym czasie zdjąłem marynarkę i krawat.
Odwróciła się do mnie przodem, podeszła, zaczęła rozpinać
koszulę. Rozpiętą wyciągnęła ze spodni. Przytuliła się do
mnie, ja gładziłem jej włosy. Chwilę tak staliśmy, po czym
odsunęła się, przejechała długimi, w identycznym kolorze jak
sukienka paznokciami po moich żebrach, szybko odwróciła się
i poprosiła:
- Rozepnij.
Rozpinałem jej sukienkę guziczek po guziczku. A było ich
chyba tysiąc. Gdy puścił ostatni, odeszła kawałek, odwróciła
do mnie przodem i pozwoliła, by suknia zsunęła się na
podłogę. Stała chwilę naga, w samych pończochach, po czym
powoli zaczęła je zdejmować. Odpięła jeszcze łańcuszek z
szyi i już była gotowa iść spać. Ja w tym czasie ściągnąłem
futro przykrywające łóżko. Gdy tylko ukazała się pościel
Patrycja szybko wsunęła się pod kołdrę i przytuliła do
poduszki. Leżała zwrócona w moją stronę, przyglądała się jak
zdejmuję ubranie. Zrzuciłem z siebie spodnie nie dbając
specjalnie o to by się nie pogniotły, zzułem skarpetki. Gdy
zostałem w samych slipach Patrycja skomentowała:
- A co ty masz za ochraniacze bokserskie. Pokaż je tu
bliżej.
Moje slipy były rzeczywiście dość nietypowe: stringi, w
których przód zrobiony był z pikowanej bawełny, a tył
stanowiła jedna guma w pionie przez środek. Podszedłem do
łóżka. Pociągnęła mnie. Lecąc zdążyłem tylko uderzyć w
wyłącznik na ścianie by zgasić światło. Świeciła się tylko
mała lampka przy łóżku. Przytuliła się do mnie, sięgnęła w
dół i zaczęła ściągać ze mnie slipy. Pomogłem jej, by nie
trwało to zbyt długo. Noc była bardzo długa i wyczerpująca.
Rano obudziłem się leżąc na wznak. Rano to już na pewno nie
było. Minęło już prawdopodobnie południe. Patrycja leżała na
lewym boku. Jej twarz opierała się o mój bark. Prawą nogę
miała wyprostowaną wzdłuż mojej, a lewą zgiętą w kolanie
położyła na mojej męskości. Spała oddychając lekko, miarowo.
Grzywka opadła jej na oczy. Lewej ręki, leżącej za jej
plecami nie mogłem ruszyć, by jej nie zbudzić. Prawą
odgarnąłem niesforny kosmyk z jej czoła. Poruszyła się.
Mocniej przywarła swym łonem do mojego biodra, a prawą ręką
objęła mnie. Po chwili lekko się przeciągnęła, i wsunęła na
mnie. Policzek oparła na mojej piersi, ręce podłożyła mi pod
plecy a nogi spuściła po obu stronach mojego ciała. Powoli
się budziła. Wisiorek jej kolczyka drażnił mnie. Poruszyła
lekko biodrami by spotęgować ten efekt. Zabrzmiał ostatni
akord miłosnego uniesienia tej nocy.
Patrycja wstała, niczym nie okrywając ciała przeciągnęła się
i poszła do łazienki. Po chwili usłyszałem, że bierze
prysznic. Wstałem, podszedłem do drzwi i delikatnie ruszyłem
klamkę. Nie były zamknięte. Zobaczyłem Patrycję stojącą pod
prysznicem, przodem do mnie. Nie zaprotestowała na mój
widok, czyli drzwi specjalnie zostawiła otwarte. Wślizgnąłem
się do kabiny. Poprzedni akord nie był ostatnim. Chyba, że
to zaczynał się nowyjakże ciekawie zapowiadający się dzień.
Po prysznicu Patrycja siedząc na łóżku zaczęła dbać o swoją
urodę. Wyjęła z uszu ciężkie kolczyki, a na ich miejsce
założyła malutkie diamenciki. Delikatnie zaczęła rozczesywać
mokre włosy. Ja już zdążyłem założyć spodnie i koszulę, gdy
mnie zawołała. Siedziała na łóżku po turecku, nie kryjąc
swych wdzięków.
- Możesz odpiąć mi ten kolczyk? - Wzrokiem wskazała na swój
cud. Podszedłem do łóżka i uklęknąłem. Siedziała w takiej
odległości od krawędzi, że mogłem łokcie oprzeć o materac i
swobodnie operować dłońmi.
- Mam wyjąć cały, czy tylko zdjąć wisiorek? - Spytałem po
zbadaniu konstrukcji kolczyka.
- Zdejmij tylko wisiorek, albo... o, mam inny. Zmień mi cały
kolczyk. - Odparła po krótkim przerzucaniu rzeczy w kuferku.
Podała mi malutkie, złote kółeczko, o znacznej grubości,
którego fragment zastąpiony był cienkim drucikiem. Rozpiąłem
kolczyk, który leciutko się wysunął. Wziąłem drugi,
przyłożyłem do miejsca skąd wypadł poprzedni. Bez większego
problemu drucik wysunął się z drugiej strony. Zapiąłem go.
Złoto kolczyka mocno kontrastowało z jasnym różem ciała w
tym miejscu Patrycji.
Patrycja wstała, wyjęła z kuferka butelkę balsamu.
Namaściłem ją całą, nie pozostawiając ani milimetra nie
zadbanej skóry. Przeciągała się przy tym, mruczała. Z
zadowoleniem poddawała się pieszczocie. Mogłem podziwiać jej
kształty i gładkość ciała, idealną proporcję i sprężystość
mięśni. Zabawa obojgu nam przyniosła wiele radości. Po
skończonym zabiegu zeszła z łóżka, z torby wydobyła figi i
założyła. Wyglądała w nich jeszcze bardziej seksownie niż
bez. Były czarne, wykończone delikatną koronką. Zgrabnie
opinały jej wzgórek, podkreślając jego kształt. Z tyłu był
mały trójkącik sznurowany przez środek. Założyła na nie
legginsy. Na gołe ciało wciągnęła sweter.
- Pozwolisz mi umrzeć z głodu? - Zapytała.
- W życiu! Chodź, coś upolujemy.
Nie było problemu ze znalezieniem czegoś do jedzenia.
Lodówka po imprezie pękała w szwach. Przygotowałem herbatę,
usiadłem przy stole i zacząłem szykować kanapki. Nie szło mi
to zbyt zgrabnie. Patrycja obserwowała mnie przez moment, po
czym podeszła.
- Daj mi to. Coś ci dzisiaj nie wychodzi. Chyba w nocy
spuściłam ci za dużo rozumu.
- W takim układzie ty musiałaś mocno zmądrzeć.
Usiadła mi okrakiem na kolanie, plecami do mnie i zajęła się
przygotowywaniem śniadania. Zasłaniała mi cały świat.
Objąłem ją w talii. Ręce wsunąłem pod sweter. Dotknąłem jej
piersi. Patrycja na moment przerwała swoje zajęcie i
wyprężyła się, Nie przestawałem jej pieścić, muskając
palcami także jej plecy i brzuszek. Spuściła kolana w dół,
przesuwając równocześnie stopy do tyłu. W tej pozycji miała
mocniejszy kontakt z moim kolanem. Delikatnie kręciła
biodrami dalej szykując śniadanie. Gdy skończyła
przygotowania usiadła w tej samej pozycji, przodem do mnie.
Zaczęliśmy jeść. Patrycja karmiła nas - jeden kęs dla mnie,
drugi dla niej, a ja ją za to pieściłem. Gdy ostatni kęs
zniknął w naszych żołądkach, przesunęła się i przytuliła.
Pieściłem jej plecy, bawiłem się jej włosami.
- Nie masz jeszcze dosyć? - Zapytała.
- Nie.
- Ostry z ciebie zawodnik.
- Staram się.
Sięgnęła do moich spodni i odstawiła fantastyczną robótkę
ręczną. Podniosłem ją i wstałem. Objęła mnie nogami.
Zaniosłem ją do sypialni, delikatnie położyłem na łóżku. Sam
usiadłem obok. Zająłem się nią. Jedną ręką pieściłem jej
ciało, drugą sięgnąłem pod majteczki. Zadrżała z
zadowolenia.
Umówiłem się z Patrycją na wyjście do teatru i kolację przy
świecach. Podjechałem samochodem pod jej biuro. Czekałem
kilkanaście minut nim wyszła. Otulona była w swoje kremowe
futerko, spod którego wystawała granatowa, wąska spódnica
tuż za kolano.
- Cześć - Przywitała mnie wsiadając do samochodu. - Mamy
jeszcze czas bym się przebrała?
Spojrzałem na zegarek. Dochodziła piąta. Spektakl zaczynał
się o siódmej trzydzieści.
- Mamy. Jak minął dzień?
- Nudnie i długo.
- Dlaczego?
- Bo bez ciebie.
- Nie przesadzaj.
- Poważnie.
Rozmowa się urwała. Zająłem się przedzieraniem przez korki,
a Patrycja przymknęła oczy odpoczywając po znojach dnia
codziennego. Rozpięła klamrę utrzymującą jej włosy upięte w
kok i potrząsnęła głową. Burza jej złotych loków rozsypała
się po ramionach. Usiadła luźniej, trochę odchyliła oparcie.
- Jedziesz jak wariat. - Orzekła.
- Nie chcesz chyba tkwić w korku do nocy? Będziesz miała
więcej czasu na przygotowanie się do wyjścia.
- Jestem szybka. Nie potrzebuję dużo czasu.
- Aha, bo ci uwierzę. - Zaśmiałem się.
- No chyba, że ty mi będziesz przeszkadzać.
- A kto ci powiedział, że nie będę. - Podchwyciłem.
- Nie chcesz chyba spóźnić się do teatru?
- Spóźnianie się jest cechą wielkich ludzi.
- A ty się za takiego uważasz? - Było to bardziej
stwierdzenie niż pytanie.
- No! W każdym calu.
- W tym też? - Zapytała dotykając moich spodni.
- A jak oceniasz?
- Znośnie. - Odparła całując mnie w policzek. Chciałem ją
przytrzymać i pocałować w usta, ale się odsunęła.
- Ja chcę cała dojechać do tego teatru. Nie rozpraszaj się.
- To ty mnie rozpraszasz.
- Już nie będę. - Dźgnęła mnie palcem pod żebro.
- Jau. Bo cię nie dowiozę.- Ale już byliśmy pod jej domem.
Weszliśmy na górę. Pomogłem zdjąć jej futro. Ściągnęła
pantofelki. W domu nie było nikogo oprócz nas. Patrycja
zdjęła granatowy żakiet, pod którym miała jedwabną bluzkę
koloru bladego łososia z głębokim dekoltem. Objąłem ją.
Przez bluzkę wyczułem gorset. Przytuliła się i pocałowała
mnie. Rozpiąłem kilka guziczków jej bluzki...
- Daj spokój.
- Przecież i tak ją chciałaś zdjąć.
- Ale nic poza tym.
- Bo ci uwierzę!
- Musisz.
- Udowodnij. - Przytuliłem ją i pocałowałem. Oddała
pocałunek. Zsunąłem bluzkę z jej ramion i odłożyłem na bok.
Sięgnąłem za jej plecy, rozpiąłem spódnicę. Opadła na
podłogę. Patrycja stała ubrana w biały, koronkowy gorset z
podwiązkami i białe, bardzo skąpe, także koronkowe figi. Do
podwiązek przypięte miała czarne pończochy. Poddała się moim
pieszczotom.
- Pognieciesz sobie koszulę. - Przerwała milczenie.
- To mi ją wyprasujesz.
W odpowiedzi rozwiązała mi muchę, rozpięła koszulę. Zsunęła
ją ze mnie razem z marynarką.
Figi założone miała na podwiązki więc- nie musiałem odpinać
pończoch by je ściągnąć. Odbyliśmy szybki numerek, jak
zwierzaczki, od tyłu.
Z łazienki Patrycja wyszła zawinięta w ręcznik. Już
wcześniej zauważyłem, że zniknął delfin z jej piersi. Tatuaż
był tylko namalowany.
- Gdzie się podział twój delfin?
- Odpłynął.
- Daleko?
- W siną dal.
- Szkoda. A wróci?
- Po co?
- Bo mi się bardzo podobał.
- Bardziej niż ja?
- Tylko w komplecie z tobą. Pasował do ciebie. Mogłabyś
stale go nosić.
- Uważaj, bo mnie sprowokujesz, a wtedy nie da już się
usunąć.
- Mi się podobał.
Na wyjście Patrycja założyła czarne body z grubej koronki,
czarne pończochy we wzorek, z szeroką koronką u góry i
owinęła się długą, kopertową spódnicą, czarną jak noc. Na
nogi założyła buciki na wysokich obcasach. W uszach i na
szyi powiesiła znajome wisiorki.
- Założyłaś cały komplet? - Zapytałem na ich widok.
- Nie. Ostatni mogłabym ci pożyczyć.
- Nie masz do czego przypiąć. - Droczyłem się z nią.
- Mogłabym mieć. Mogę ci zrobić.
- Teraz? - Zdziwiłem się.
- Nie. Na przyszłość.
- A będzie bolało?
- Dla mnie się nie poświęcisz?
- Dla ciebie wszystko.
Wyszliśmy. Wieczór był bardzo udany i jeszcze bardziej
rozkoszny.
Na sobotę umówiliśmy się na dyskotekę. Nie bardzo
rozumiałem, dlaczego Patrycja chciała się ze mną umówić dużo
wcześniej. Skoro chciała, to ja mogłem być tylko zadowolony.
Przyszła ubrana w obcisłe jeansy - biodrówki dokładnie
opinające jej sylwetkę i cienki, mocno dopasowany golf bez
rękawów. Miedzyspodniami a krawędzią golfu widać było jej
płaski brzuszek. W pępku miała złoty kolczyk, od którego
odchodził również złoty łańcuszek i nikł pod spodniami. Jak
na razie tylko domyślałem się dokąd prowadził. Włosy upięła
jak pensjonarka w dwa kucyki. Jej piersi podtrzymywane przez
bardotkę mocno wypełniały bluzkę.
- To co? Robimy? - Zapytała po wstępnych grzecznościach
wyciągając z kieszeni futra metalowe pudełko.
- Co robimy? - Zdziwiłem się.
- To! - W odpowiedzi z pudełka wyjęła mały, złoty kolczyk.
- Naprawdę mówiłaś poważnie?
- Jak najbardziej.
- Ale ja się boję.
- Mnie się boisz?
- Nie ciebie, ale, że będzie bolało.
- Obiecałeś. - Na to dictum nie miałem odpowiedzi.
Patrycja położyła mnie na seksodromie. Otworzyła pudełko i
wypakowała jakieś drobiazgi . Usiadła mi okrakiem na
brzuchu, zwrócona w stronę moich spodni.
- Dla twojego dobra muszę cię unieruchomić. - Przesunęła się
trochę w kierunku mojej twarzy. Rozpięła mi spodnie,
ściągnęła gatki. Delikatnie ujęła moją męskość. Przez moment
się przyglądała.
- Do twarzy mu będzie z kolczykiem. - Użyła mojej ulubionej
formy ON. - Zrobię ci Księcia Alberta.
Chwilę siedziała coś szykując, rozwinęła kilka ręczników
jednorazowych z rolki przyniesionej z kuchni. Znudzony
zacząłem łachotać Patrycję.
- Uspokój się, bo ci niechcący zrobię krzywdę. - Na to
musiałem zareagować. Przestałem. Uniosłem się trochę,
podparłem łokciami próbując dostrzec co ona robi. Dokładnie
wszystko zasłoniła. Jedyne, co mogłem widzieć, to jej
kształtny tyłeczek i plecy. Gdy się pochyliła, spod spodni
wysunęła się krawędź majteczek. Materiał był wyraźnie
elastyczny, biały, gładki i błyszczący. Ich biel była tak
czysta, że prawie wpadała w błękit. Ich połysk w zestawieniu
z matowym aksamitem jej skóry był pięknym widokiem.
- Auu! Piecze. - czymś Patrycja mnie polała.
- Poszczypie i przestanie. Teraz może zaboleć. - Sięgnęła po
coś. Zakłuło. Przez moment czułem tępy ból. Znowu sięgnęła
po coś. Pociągnęła, czymś precyzyjnie operowała. Ból się
zmienił i przeszedł w ćmienie. Jeszcze chwilę manipulowała.
Coś lekko uwierało, ale już nie bolało.
- Gotowe! - Zanim zsunęła się ze mnie zebrała wszystkie
narzędzia i ręczniki. Wreszcie pokazała swoje dzieło. -
Zostałeś oznakowany jako moja zdobycz. Spojrzałem się na
miejsce operacji. Na czubku mojego drugiego ja tkwił mały
złoty kolczyk. Obejmował dolny koniec otworku, przez który
wyskakują plemniki.
- Da się z tym żyć?
- Podobno.
- A kochać?
- Podobno.
- To nie jest to sprawdzone?
- W sieci piszą, że da, tylko na początku ostrożnie.
- A w praktyce?
- Nie sprawdzałam.
- A jak ostrożnie? Jak jeże, czy jeszcze ostrożniej?
- Zaraz zobaczymy. - Patrycja zaśmiała się i jak poprzednio
usiadła na mnie. Tym razem mocno się pochyliła i odrobiła
pracę ustną. Była bardzo delikatna. Tylko parę razy trąciła
kolczyk językiem, co nawet nie zabolało, a przyznam sprawiło
przyjemność.
- I co dobrze było? - Zapytała po skończeniu.
- No! Możemy powtórzyć?
- Ale nie teraz. - Podciągnęła mi slipy i zapięła spodnie.
- Patrycja? Wiesz po co plemniki mają ogonki? - Zapytałem,
gdy zeszła ze mnie.
- No?
- Żeby łatwiej je było wyciągnąć spomiędzy zębów.
- Jesteś świnia! - ze śmiechem oburzyła się i rzuciła na
mnie. Całowaliśmy się długo i namiętnie.
W karnawale udało mi się wyciągnąć Patrycję na parę imprez.
Zaliczyliśmy parę dobrych filmów w kinie. Była to udana,
choć krótka zima. Wszystkie spotkania kończyły się podobnie.
Patrycja zostawała u mnie na noc, a czasem i na cały łykend.
Musiałem wtedy odwozić ją rano do domu, by mogła się
przebrać do pracy. Podwoziłem ją pod biuro. Zdarzało się, że
po drodze, lub u niej w domu, korzystając z tego, że wszyscy
wyszli pozwalaliśmy sobie jeszcze na szybki numerek. |